Dzień 1430
Tysiąc czterysta trzydziesty dzień jawnej fazy rosyjskiej napaści na Ukrainę
Komentarze są dostępne pod wpisem na FB.
Ataki powietrzne
1. Jak widać ugruntowaliśmy naszą nową, świecką tradycję i podsumowanie miesiąca po raz kolejny robimy na tydzień przed końcem. Fatalny układ dla prorokowania, bo najbliższy tydzień może przewrócić wszelkie podsumowania w rodzaju „a za styczeń to” do góry nogami, ale trudno - pracuje się z tym, co jest. Na przykład ja jestem. A dodatku za pracę w warunkach szkodliwych (tzn. ze mną) nie ma.
2. Ale do rzeczy - otóż styczeń 2026, pod kątem ataków lotniczych - wygląda inaczej, niż dotychczasowe miesiące. A każde odstępstwo od schematu jest interesujące. Uparte trzymanie się schematu, mimo zmieniających się okoliczności i danych też, ale to temat na inną opowieść.
W każdym razie bardzo wyraźnie zmniejszyła się liczba dron, z których korzystają Rosjanie:
październik 2025 - 4986 - doleciało 21%
listopad 2025 - 5445 - doleciało 15%
grudzień 2025 - 5131 - doleciało 17%
styczeń 2026 do 23 - 3225 - doleciało 14%
Teoretycznie da się to nadrobić jednym-dwoma dużymi atakami na tysiąc sztuk (nie, takich ataków jeszcze nie było) ale jakoś nie jestem pewny. Schemat ataków nadal wygląda tak samo, czyli „większy atak co tydzień” ale liczba dron w poszczególnych atakach jest mniejsza. To nie jest 700, 600,500 sztuk jak było tylko np. 200, 250, 300, 200, 340.
Nie rozumiem i nie wiem, skąd taka zmiana, która zaczęła się właściwie od początku roku. Jeszcze w nocy na 27 grudnia poleciało ponad 500 aparatów a potem dwa tygodnie bez ataków rakietowych(!) i mizeria.
Owszem, Rosjanie terroryzują miasta i mordują mieszkańców, niszcząc ich sieć ciepłowniczą i energetyczną. Ale poruszenie tym barbarzyństwem nie powinno nas powstrzymać o przyglądania się wykorzystanemu potencjałowi.
3. Nieco podobnie jest z rakietami. Tu co prawda różnica jest niewielka i spokojnie można by ją nadrobić jednym atakiem (co pokazuje, jak małymi liczbami teraz się posługujemy) ale są inne ciekawostki:
sierpień 2025 - 156 - doleciało 33%
wrzesień 2025 - 179 - doleciało 30%
październik 2025 - 272 - doleciało 50%
listopad 2025 - 205 - doleciało 51%
grudzień 2025 - 176 - doleciało 45%
styczeń 2026 do 22 - 109 - doleciało 52%
W przypadku rakiet wartości procentowe są troszkę mylące z uwagi na to, że Rosjanie używają ich stosunkowo niewielu i niewielkie zmiany mają duży wpływ na obliczenia, ale patrząc na tabelki zaczynam odnosić wrażenie, że widać gdy Ukrainie kończą się, zakontraktowane na poszczególne lata, pakiety. Rok temu było załamanie w styczniu-marcu teraz mamy załamanie od października.
Co nawet pasuje, bo prezydent Zełeński zdradził jakiś czas temu, że „nawet skończyły się rakiety ale już uzupełniliśmy” - a zanim się skończą to ogranicza się zużycie.
4. Rakiet także jest znacznie mniej - i ataki nimi są nieco mniejsze - ale to niejedyna ciekawostka, związana z ich użyciem. Przede wszystkim pojawiła się zupełnie nowa kategoria opisu - zamiast rakiet balistycznych „Iskander-M” raportowane są „Iskander-M/S-300” albo „Iskander-M/S-400”.
To ciekawe nie dlatego, że użycie systemów S-300/S-400 w charakterze rakiet ziemia-ziemia, lecących po trajektorii balistycznej jest nowością (używali ich przeciwko Kijowowi nawet i dwa lata temu) ale dlatego, że ta sygnatura („Iskander-M albo S-400, trudno powiedzieć”) pojawia się w styczniu regularnie i w sporych ilościach - 18 rakiet balistycznych to dużo. A w styczniu użyto ich trzykrotnie, salwami po 9, 13, 18 i 18 rakiet.
Resztę masy załatwiały kolejno 22 Kalibry, 7 Iskanderów-K (manewrujących) i 15 x Ch-101. Zwróćcie uwagę, że za każdym razem rakiety odpalały inne wojska - „Kalibr” (swoją drogą - 22 to duża salwa) to marynarka, Iskander-K to, jeśli się nie mylę, głównie wyrzutnie lądowe z Krymu a Ch-101 to lotnictwo.
W sumie wychodzi na to, że w styczniu każdy rodzaj wojsk miał jeden występ na raz.
5. Ukraińcy na razie nie podają możliwych przyczyn takiego stanu rzeczy, aczkolwiek sami są zdziwieni. Ich zaskoczenie jest tym większe, że ostatni rosyjski atak okazał się bardzo nieudany dla komponentu rakietowego - o ile zazwyczaj przechwytywane są pojedyncze rakiety balistyczne (np. 2 z 18) o tyle w nocy na 20 stycznia przechwycono 14 z 18. Widziałem plotkę, że Ukraińcy są zaskoczeni partackim, powtarzalnym przeprowadzeniem ataku. Rosjanie w ostatnich latach takich wpadek nie miewali.
Możliwe, że nałożyły się na to inne czynniki - np. zezwolenie na bardziej liberalne korzystanie ze środków obrony przeciwlotniczej. Całkiem prawdopodobne, że takie się pojawiło, bo w pewnym momencie widziałem doniesienie, że prezydent Zełeński „zażądał wyjaśnień, dlaczego jest tak źle”. Akurat to działanie oceniam negatywnie, bo on doskonale wie, dlaczego jest tak źle, bo to było już po tym, gdy prezydent przyznał się do braków w rakietach i wyszło to w bardzo brzydkim, korporacyjnym stylu szukania winnego i „patrzcie jak ja się staram” - ale może postanowiono coś z tym zrobić. Tym bardziej, że sieć energetyczna Ukrainy leży i kraj ma deficyty.
Tak czy owak to nie był jedyny czynnik, bo nawet przy najlepszych chęciach nie osiągano takich efektów, stąd zaskoczenie po ukraińskiej stronie.
6. Tutaj mała dygresja, ale na temat: otóż posługujemy się zazwyczaj określeniem „wabiki i Shahedy” dla wyróżnienia aparatów bojowych od tych, które tylko wprowadzają w błąd. Nazwa wzięła się od irańskiego pierwowzoru, który trafił kiedyś do Rosji i początkowo produkowany był pod nazwą „Gierań”, co - w ocenie świata - miało zamaskować źródło pochodzenia i fakt, że mocarstwo musi ratować się irańskimi dostawami.
Od tego czasu nadal używamy określenia „Shahed” ale tak naprawdę to, co leci nad Ukrainę nie ma już chyba wiele wspólnego z pierwowzorem. „Gieranie” występują już oficjalnie w piątej generacji i to są realne, znaczące zmiany o których pisze Bartłomiej Wypartowicz [pol], tutaj największe znaczenie dla nas ma chyba zastosowanie silnika turboodrzutowego.
W każdym razie ofensywne aparaty latające Rosjan to jest cała rodzina i grupa rozwiązań - czasami eksperymentalnych, czasami nie. Wspominano aparaty z zamontowanymi rakietami powietrze-powietrze. Wspominano takie, które miały kamery do obserwowania, czy ktoś nie atakuje z tyłu i umożliwiające operatorowi (tak, pojawili się operatorzy!) robienie uników. Wspominano takie, które mają kamery celowania i mogą być nadzorowane i prowadzone w trybie ciągłym, wspominano o silnikach odrzutowych różnego rodzaju. Nie mówiąc już o rodzajach głowic czy np. o tym, że drony zrzucają teraz także miny przeciwpiechotne na trasie przelotu.
Więc z tym „Shahedem” jest troszkę jak z „Walkmanem” czy „KAB-em” - takie określenie potoczne pod ciągle rozwijane i testowane rodziny i grupy rozwiązań. To jest ok, tylko pamiętajmy, że Shahed z 2026 nie jest tym samym, technicznie i organizacyjnie, co Shahed z 2023.
7. W ogóle o dronach - i rosyjskich i ukraińskich - bardzo ciekawie pisze p. Tomasz Darmoliński [pol], nie streszczam tu wszystkiego bo to nie o to chodzi, żebym dla klików przepisywał cudzego twittera. Podaję link, bo zajrzeć warto.
To, na co zwrócił uwagę w jednym z wpisów to bardzo ciekawa rzecz w kontekście organizacji dronowych zasobów ukraińskich. Pozwolę sobie na cytat:
„[…] kluczowe jest to, że Ukraina nie buduje jednego »złotego standardu« drona. System zamówień został zaprojektowany tak, aby premiować zdolność do masowej produkcji, szybkiej modyfikacji i adaptacji do zmieniających się warunków walki radioelektronicznej. Utrata pojedynczego modelu, producenta czy nawet całej linii technologicznej nie destabilizuje całości. […] Ukraina kupuje zdolność bojową i tempo zużycia, a nie produkt katalogowy”.
O jakich wartościach mówimy? Samych dronów kierowanych przez operatora (FPV) Ukraina dostarczyła oficjalnymi zamówieniami 2.2 miliona (dwa miliony dwieście tysięcy!).
8. Widać więc, że Ukraina doskonale przyswoiła sobie lekcję, dzięki której Alianci zwyciężyli w IIWŚ. Mamy na zachodzie od groma literatury i filmów, opisujących jak Niemcy roztrwaniali swoje, nikłe środki na budowanie i utrzymanie potężnych ale też groteskowo - pod każdym względem - kosztowych broni. O ich podatności na choroby wieku dziecięcego nie wspomnę. Jaki był efekt? Ano nawet dwa niemieckie „Tygrysy” nie na wiele pomogły, gdy Rosjanie mieli czterdzieści T-34, którymi dzień po dniu po prostu parli tu i tam, omijając morderczego przeciwnika.
Z okresu walk w Normandii pochodzi anegdotka (prawdziwa czy nie, ale dobrze oddaje klimat), gdy niemiecki weteran wspomina: „wyjechał na skrzyżowanie Sherman, to go trafiliśmy z działa ppanc. Stanął. Wyjechał następny - trafiliśmy, stanął. Wyjechał następny… Pięć Shermanów później nam skończyła się amunicja a oni wciąż mieli czołgi”.
No więc mamy te relacje historyczne, literaturę, filmy. Mamy całkiem współczesne doniesienia z Ukrainy. I jakoś nie możemy sobie tej wiedzy przyswoić.
9. Z ciekawostek - wyszła informacja, że Ukraińcy gromadzą i wykorzystują silniki spalinowe ze strąconych „Shahedów” - z trzech-czterech udaje się zbudować jeden nowy. I one wracają potem do Rosji.
10. Taka śmiesznostka, choć nie dotyczy dron - ale za to powietrza. Rosjanie niechcący sami przyznali się do tego, ze „Moskwę” zatopił ukraiński Neptun i że kilka dni wcześniej ta sama rakieta uszkodziła fregatę „Admirał Essen”. Otóż moskiewski sąd skazał zaocznie na dożywocie ukraińskiego dowódcę, odpowiedzialnego za te sukcesy - i wystawił wyrok do sieci. Z takimi smacznymi detalami, jak informacja o tym, że na „Moskwie” na skutek ataku i w trakcie prowadzenia akcji ratowniczej zginęło 20 osób, kolejnych 24 zostało rannych a 8 kolejnych zaginęło.
Wyrok szybko schowano, ale wredne media zauważyły [ang/rus].
Infrastruktura krytyczna
11. Ukraina ma potężny problem z siecią energetyczną i ciepłowniczą. Generacja nie pokrywa potrzeb. Służby podały też, że w ciągu ostatnich dni, w Kijowie, z wyczerpania zmarło dwóch pracowników, przeprowadzających remonty i odtwarzających infrastrukturę - a wielu innych odniosło poważne odmrożenia. Z powodu braku ludzi pracownicy służb komunalnych pracują tam po 2-3 doby bez przerwy, co prowadzi do skrajnego wyczerpania.
Poświęćcie więc też chwilę na myśl o ludziach, których na codzień nawet nie widzicie - a nawet czasami pewnie złościcie się, że ktoś hałasuje i błyska lampami, rozkuwając w nocy jezdnię, a rano barierki, rozstawiane przez zabłoconego typa o wymiętej twarzy, utrudniają Wam wyjazd do pracy.
12. Ostatnie dni były pod kątem katastrof pociągów. Streszczając się i porządkując fakty, żeby nie robić sensacji:
- wykolejenie w Polsce - tym razem przyczyną było popękanie szyny, być może od mrozu, wykluczono dywersję (inaczej, niż w poprzednim przypadku, gdy szynę wysadzono)
- wykolejenie w Hiszpanii (1) - wiele ofiar, przyczyna jeszcze nieznana, duże prawdopodobieństwo wysadzenia toru
- wykolejenie w Hiszpanii (2) - przed pociąg upadł mur oporowy, zginał maszynista. Prawdopodobnie podmycie pod deszczach
- wykolejenie w Hiszpanii (3) - na skutek „znajdujących się na torach kamieni” - nie wiemy, czy zostały tam ułożone czy osunęły się ze zboczy
13. Ostatnio w Polsce odnotowano serię zdarzeń bezpieczeństwa informatycznego, związanych z sektorem elektroenergetycznym. Nie próbuję ich szczegółowo opisywać z uwagi na bałagan informacyjny, jaki w związku z tym zapanował (w pewnym momencie mieliśmy w mediach trzy, lekko różniące się wersje wypowiedzi, bo każdy polityk musiał koniecznie się polansować a każdy opisywał to jak rozumiał i jak fajniej wyglądało w mediach).
Najzwięźlej - pod koniec 2025 odnotowano próby ataków na rozmaitych wytwórców energii, raczej tych mniejszych (elektrociepłownie, źródła odnawialne). I tyle.
Z kolei w ciągu ostatnich dni próbowano przeciążyć (zalać ruchem, czyli przeprowadzić atak typu DDoS) na serwisy PSE (naszego operatora energetycznej sieci przesyłowej) oraz na Agencję Rynku Energii.
Nie były to jakieś filmowo wielkie zdarzenia, ale wypada je odnotować, zwłaszcza że na nie są pierwszym i na pewno nie są ostatnim tego typu działaniem.
14. A Francuzi niedawno zatrzymali - przy współpracy z Włochami i Grekami - rosyjski tankowiec. Na Morzu Śródziemnym.
Jak zapewne się domyślacie: Francji już nie ma - odparowana! - od kilku dni trwa trzecia wojna światowa i jak tak Rosji robić można, to taki wielki kraj!
Front
15. Front, niestety, musi chwilę poczekać. Na razie jest w miarę stabilnie. Poczekamy do końca miesiąca, może uda się zobaczyć jakieś zmiany w stratach stron, bo na razie wygląda to jakby Rosjanie nieco stracili rezon.
Wiadomości ogólne
16. Działania Budanowa na stanowisku szefa kancelarii Prezydenta i jego domaganie się rozwiązania problemu komend uzupełnień i łapownictwa przyniosły już drobne efekty: w mediach poinformowano o zatrzymaniach urzędników i oficerów komend uzupełnień, przyjmujących łapówki albo wprost wymuszających haracze „za to, ze cię nie zmobilizujemy”, na czysto mafijnych zasadach.
Oczywiście to może być działanie pod publiczkę i najważniejsze jest to, jak zostanie to rozwiązane w dłuższej perspektywie, ale wypada odnotować pozytyw.
17. Drugi frontem, gdzie deklarowana jest chęć poprawy bezpieczeństwa, jest sytuacja na granicach. Zatrzymywani są, wysoko postawieni w strukturach Straży Granicznej, organizatorzy schematów przemytu i wymuszania łapówek, mówi się o kompleksowej wymianie personelu - i wysłaniu tych, co teraz kombinują na granicach, na front właśnie.
Tu także zobaczymy, bo wiecie - to po owocach. Po owocach ich poznamy.
18. Cały świat pisze o tym, co Zełeński wygarnął w Davos i strumieniu świadomości Trumpa. Ponieważ jest już późno, to ja odniosę się do tego hasłowo.
Na początek najważniejsze: słowa Trumpa o tym, że USA „nie potrzebowało pomocy wojskowej NATO, tamci żołnierze stali gdzieś z tyłu” są niegodne i hańbią pamięć żołnierzy NATO, którzy zginęli w Iraku i Afganistanie. Co trzeci żołnierz, który zginał, był amerykańskim sojusznikiem. Nawet Ukraina wysłała wtedy swoich żołnierzy. Za wsparcie, którego udzieliliśmy Ameryce, życie oddało 44 naszych rodaków.
Równie hańbiące jest milczenie prezydenta, premiera, ministra spraw zagranicznych i innych polityków, którzy przy każdej okazji mają tak wiele do powiedzenia i są tak aktywni, że chyba tylko, w swym przemożnym parciu na szkło, jeszcze na strony porno nie dotarli. Choć pewnie to tylko kwestia czasu.
Nie wiem też, co znaczą przeprosiny, jakie wygłosił nasz minister obrony - w pierwszym momencie byłem przekonany, że te mdłe i niejasne frazesy są dlatego, bo ktoś z PSL chlapnął coś o wojsku i trzeba załagodzić sprawę. Zabrakło tylko „przepraszam jeśli ktoś poczuł się urażony” to by było combo.
19. Po drugie - prezydent Zełeński, który zdrowo wygarnął całemu towarzystwu. Mamy w sieci mnóstwo oburzu, załamywania rąk i tak dalej i tak dalej. Problem w tym, że każdy słyszy ten kawałek, który mu się podoba/nie podoba i buduje jakieś teorie, że „Zełeński przypodobać się chciał temu czy owemu” albo „że nas obraził”.
Tymczasem Zełeński powiedział każdemu to, na co ten zapracował. Ci, którzy handlują z Rosją o tym usłyszeli (nie, to nie o nas było). Wytknął, że zachód to miejsce bardzo dbające o dobry nastrój: „ale nie mówcie o Tomahawkach, bo to urazi USA”, „ale nie mówcie znowu o Taurusach, to nie wypada”, „ale tam będą Turcy, nie mówcie o Grecji” i tak dalej i tak dalej.
Oczywiście teraz jest tak, jak w porządnej korporacji, gdy nic nie działa, wszystko idzie ku gorszemu a ktoś wstaje i mówi: „postępujecie głupio”. No i na tym kończy się merytoryka, bo jak można używać takich słów, to nieprofesjonalne, zobacz - Sophie płacze, jej jest przykro!
Jako osoba, która kilka razy znalazła się w podobnej sytuacji i jako ktoś, kto wiele razy krytykował Zełeńskiego, mogę sobie pozwolić na szczerą opinię: i bardzo dobrze zrobił! Mnie też już mdli od tego kunktatorstwa, od tych gierek, uśmieszków, samozachwytu, pustosłowia, niezdolności do działania i rozmydlania każdej inicjatywy. Miały być fabryki, zbrojenia, mobilizacja - a wszystko idzie tak, jakby nikt nie wierzył w nic.
I tak, wiem, że „się naraził, że to niepolityczne i nieprofesjonalne”. I wiecie co? Takich „bułkę przez bibułkę” i tych wszystkich „oj-oj-oj, ale jak tam można, tak nieładnie, proszę opowiedzieć to samo miłymi słowami, żeby nikt nie poczuł się odpowiedzialny ani urażony tym, że nic nie działa” mam serdecznie dość i nie mam siły ani nerwów na ludzi, którzy nie chcą sobie ani innym pomóc.
20. I całkiem możliwe, że ma ich dość Zełeński, bo zarówno z twarzy jak i z zachowania wygląda na osobę skrajnie wyczerpaną. Dwukrotnie pozwolił sobie na gniewne reakacje (raz przy obronie plot, raz teraz), ma zmęczony głos i twarz. Być może jest w trudnej sytuacji - być może, po wyjściu spod ochronnej kopuły, jaką roztoczył nad nim Jermak, musiał skonfrontować się z nawarstwionymi patologiami. Może jedno i drugie.
21. Po trzecie dzisiaj skończę akcentem ponurym i smutnym. Wiecie, ze Trump domaga się Grenlandii. Groził nawet wojskiem. Co prawda wszyscy się dziwili, dlaczego - bo Amerykanie sami swoją obecność na Grenlandii zredukowali, bo mieli sporo baz i gdyby teraz poprosili, to nikt by im nie odmawiał. Cóż, prawda jest taka, że Trump chce takich samych rzeczy, jak Putin - on ma Krym, Trump chce coś podobnego. Ten sam mechanizm, co w przypadku Nobla. Ale ja nie o tym.
To, co mnie zmroziło, to reakcja zachodu. Otóż deklarowali, że się postawią, ale potem Trump ogłosił, że „deal” polegać będzie na tym, że USA zwiększy swoją obecność wojskową i dostanie dużo surowców z Grenlandii. I popatrzcie, gdyby teraz skierował na Grendlandię samoloty z wojskiem i okręty i lotniskowce to jednak doprowadziło by to do eskalacji. Pojawiłoby się ryzyko: a co jeśli „ktoś” odpali torpedę, jeśli ktoś wystrzeli, jeśli zginą żołnierze?
Na szczęście nie będzie tego kłopotu. Zgodziliśmy się, aby na wyspę, którą chciał przejąć siłą, Trump wysłał wielu, wielu żołnierzy i otworzył dodatkowe bazy. Bez ryzyka. Bez konfrontacji. Tylko co potem przeszkodzi mu w ogłoszeniu „tu jest więcej amerykańskich żołnierzy, niż wszystkich innych, to jest Ameryka, jeśli spróbujecie tu wylądować to strzelamy?”. Grenlandia ma niespełna 60 tysięcy mieszkańców.
Czy to fantastyka? W żadnym przypadku. Dokładnie tak samo rozpoczęła się w 1940 roku okupacja krajów bałtyckich. Najpierw ustąpiono Rosjanom i pozwolono założyć bazy wojskowe, których się domagali, potem… Owszem, Estończyków, Litwinów czy Łotyszy było jednak więcej, ale Rosja się takimi rzeczami nie przejmuje: „Litwa to budiet, no Litowcow nie budiet”, jak miało paść z ust jednego z moskiewskich dygnitarzy.
Jaką naukę wyciągnie z tego Putin, jak sądzicie?
22. A żeby nie rzucać tylko kamieniami w innych. W naszym pięknym kraju przemieszcza się, publikuje i występuje na imprezach masowych. typ, który ogłosił ostatnio publicznie „ja wybieram ruski mir i Rosję”. Przy granicy kręcą się ludzie w jednolitych, zielonym umundurowaniu. Mamy więc własnych, otwartych przedstawicieli ruskiego mira, mamy już zielone ludziki. Co z tego, co pojedyncze?
Czego nie mamy? Woli, żeby coś z tym zrobić. Coś jak Europa, ale po polsku.
23. No dobrze, nie będę taki. Jest piątek - a Shaun Pinner, którego książkę kiedyś Wam polecałem, uknuł niecny plan. Trzeba - przy najbliższej okazji - podłożyć Trumpowi taką mapę, jak widzicie. Skoro pokręcił Islandię z Grenlandią, to nie powinno to być trudne.


