Dzień 1450
Władysław Heraskewycz jest bohaterem
Komentarze są dostępne pod wpisem na FB.
Dzisiaj MKOL zdyskwalifikował skeletonistę (to rodzaj jednoosobowych sanek sportowych) Władysława Heraskewycza za złamanie zakazu „wszelkiego rodzaju demonstracji lub propagandy politycznej, religijnej albo rasowej na obiektach olimpijskich i w innych miejscach”.
Jakiej to demonstracji dopuścił się Heraskewycz, jakie to nienawistne hasła wznosił? Żadne. Po prostu umieścił na swoim kasku podobizny ponad dwudziestu ukraińskich sportowców, zamordowanych w ostatnich latach przez Rosjan. Bo na froncie i poza frontem giną ukraińscy sportowcy, artyści i nauczyciele.
MKOL zasugerował, że Heraskewycz zachował się głupio i uparcie „odmawiając kompromisu”, mimo że MKOL wskazał „godne i akceptowalne formy upamiętnienia”. Jakie? Ano kask można by pokazać po zawodach. A MKOL przecież tak się stara: „utworzył w wioskach olimpijskich centra wielowyznaniowe oraz miejsce pamięci, tak aby żal mógł być wyrażany z godnością i szacunkiem. Istnieje również możliwość noszenia czarnej opaski podczas rywalizacji w określonych okolicznościach” [cytat za WP].
Co mają wspólnego te wszystkie formy upamiętnienia? Ano to, że usuwają „problem” sprzed oczu widzów. Na kask z podobiznami młodych ludzi, którzy mogliby rozsławić swój kraj i inspirować rodaków nie patrzyłby w napięciu cały świat, nie padłyby niewygodne pytania „a dlaczego oni są na szarym tle, co się stało?”. Upamiętnienie „w godnym i szacownym miejscu” to cyniczna deklaracja, że o swoich zamordowanych rodakach możesz mówić ale tylko tam, gdzie prawie nikt nie ma szans cię zobaczyć.
Tu ma być miło.
I nie miejmy złudzeń. Tak samo będzie, jeśli bomby i pociski spadną na naszych rodaków. Do tego nie potrzeba pełnoskalowej wojny. FB ukryje te wpisy, gdyż „naruszą standardy społeczności i mogą wywołać niepokój”, schowa je Instagram, Tik-Tok czy X. Bo zasadniczo wszędzie ma być miło i nie wolno poruszać „kontrowersyjnych” tematów.
To nic nowego. My wiemy, że „ci, których dotknęło nieszczęście są zawsze samotni”. Świat nie chciał oglądać ich cierpień, nie chciał oglądać naszych cierpień, nie chce oglądać, jak cierpią Ukraińcy. Chce bawić się z miłymi, uśmiechniętymi ludźmi, występującymi w niebiesko-biało-czerwonych strojach, „pod neutralną flagą”.
Bo wiecie - MKOL nie ma problemu w tym, że rosyjscy sportowcy startują w Olimpiadzie. Że startują pod „neutralną flagą” ludzie, którzy popierają mordowanie swoich sportowych konkurentów, co jest absurdalną kpiną z idei „neutralności”. Nie ma też problemu w tym, że ktoś spod „neutralnej flagi” startuje praktycznie owinięty rosyjską. Litera prawa została dochowana!
W takiej sytuacji Władysław Heraskewycz postawił na szali swoją sportową karierę. Odrzucił lata potu i wysiłku, każde przepracowane zwątpienie, każdą kontuzję i każdą porażkę, po której podnosił się po raz kolejny. Doszedł do szczytu każdego sportowca, zyskał możliwość zmierzenia się z najlepszymi - i kto wie - może i pokonania ich.
Musiałby pójść tylko na jedno, drobne ustępstwo. Zacisnąć usta. Przez chwilę milczeć. To takie głupstwo przecież, prawda? Przecież mógł pokazać ten kask tam, gdzie nie gryzłby w oczy oficjeli z MKOL i ich biznesowych partnerów z Rosji.
Czy warto dla demonstracji zaprzepaścić lata przygotowań?
Czy warto wyżej postawić godność i przekonania nad sukces?
My, w Polsce, odpowiedź znamy doskonale, bo istniejemy tylko dlatego, bo nasi przodkowie odpowiedzieli kiedyś „tak, tak - do cholery - tak!”. A dziś dewizą naszej stolicy jest „Semper invicta” czyli „Zawsze niezwyciężona” - aby przypominać, że można nas pokonać, ale zwyciężyć nas się nie da.
Dlatego my, tutaj, dobrze rozumiemy postawę, jaką zaprezentował Władysław - bo tylko ten, kto ma własną godność potrafi zrozumieć cudzą.
I dlatego tak bardzo i nas i Ukraińców nienawidzą i boją się Rosjanie.



