Dzień 1454
Tysiąc czterysta pięćdziesiąty czwarty dzień jawnej fazy rosyjskiej napaści na Ukrainę
Komentarze są dostępne pod wpisem na FB.
Wielkie gesty są ważne i potrzebne - to takie punkty w historii, stanowiące moment odniesienia, to chwile, które inspirują i zagrzewają innych, to momenty szczególne. Ale nie samymi wielkimi gestami żyjemy i trzeba też troszkę skupiać się na „prozji życia” - zwłaszcza, że w swej siermiężnej codzienności i ona nas może czasami zaskoczyć.
No więc skupmy się na przyziemnościach. Zaczynając od nieba.
Ataki powietrzne
1. Sytuacja jest właściwie niezmienna. Co niekoniecznie jest dobrą wiadomością: Ukraińcy co prawda nadal uderzają daleko i boleśnie, rażąc składy amunicji i istotne lokalizacje w Rosji, ostatnio także tymi słynnymi rakietami „Flaming” - ale też konsekwentnie i brutalnie uderza Rosja, demolując resztki ukraińskiej sieci energetycznej i inne obiekty.
Sytuacja jest o tyle zła, że prezydent Zełeński poinformował o kolejnym wyczerpaniu się rakiet do „Patriotów” - a tu problem jest o tyle globalny, że Niemcy ostatnio zaproponowały, że mogą zapewnić ich jeszcze… pięć. Pięć sztuk. Jest tylko haczyk - pod warunkiem, że „ktoś inny” dołoży do tego kolejnych 30 (trzydzieści).
Jest to klasyczna, niemiecka obietnica, która robi fajny PR i nic rząd w Berlinie nie kosztuje, bo skoro potężnym problemem jest dostarczenie pięciu rakiet, to zgromadzenie kolejnych trzydziestu raczej jest niemożliwe.
2. Tak na marginesie - po reportażu z montowni „Flamingów” pojawiły się głosy, że ujawniono za dużo, potem były doniesienia że Rosjanie zaatakowali tamten obszar. Dziś widzę doniesienia, że prezydent Zełeński na konferencji w Monachium poinformował, że jedna z linii produkcyjnych „Flamingów” została całkowicie zniszczona.
Może tak, może nie - tutaj jest jeszcze kwestia tego, że w pewnym momencie pewien ukraiński portal zarzucił, że producent rakiet ma bliskie powiązania z prezydentem Zełeńskim a samej firmie przyglądać się miało NABU z powodu preferencji przy udzielaniu zamówień, wysokich cen oraz niskiej jakości produktów.
Tutaj jest sporo znaków zapytania i niekoniecznie najbardziej oczywiste wytłumaczenie musi być prawdą. A ostatni atak „Flamingami” niekoniecznie musiał przedstawiać akurat te właśnie rakiety.
3. Prezydent Zełeński po raz kolejny „wezwał do wyjaśnienia, dlaczego obrona przeciwlotnicza nie radzi sobie w jednym z regionów”. Oceniam takie gesty bardzo źle, bo to typowa zagrywka managementu, który najpierw pogrąża jakiś obszar w potem każe się tłumaczyć - tu na przykład polscy komentatorzy (Aryo) przypomnieli, że gdy zaczęły się transfery żołnierzy z patroli przeciwlotniczych do regularnej piechoty,to zapowiadano, że to się zemści.
Prezydent znowu nie wiedział? Ech, ci źli bojarzy.
4. Nie będę dziś publikował szczegółowego rozliczenia ataków, odniosę się tylko do słów prezydenta Zełeńskiego, który niedawno poinformował, że na Ukrainę w styczniu wysłano około 6000 dron, ponad 150 rakiet i 5000 bomb szybujących.
Co do tej ostatniej wartości to się nie wypowiem, ale pierwsza na chwilę mnie zmroziła - bo w głowie siedziała mi, za styczeń, liczba czterech tysięcy, a to już potężna rozbieżność. Tymczasem emocje emocjami a liczby liczbami - i wychodzi na to, że codzienne raporty są ostatnio nawet jakby dokładniejsze. Przypominam, że na bazie wcześniejszych porównań porannych raportów (często komponowanych w trakcie ataku) i takich wypowiedzi, oceniam że realna liczba wypuszczonych, zestrzelonych i trafiających aparatów jest o około 1/3 większa od raportowanej.
No więc porównajmy (raport / wypowiedź)
drony: 4452 / 6000 - różnica 25%
rakiety: 134 / 156 - różnica 15% (nie wiemy, ile to jest „ponad 150”)
Front
5. Całkiem niedawno wspominałem o tym, że Rosjanie zaczęli niemal rutynowo używać Starlinków do wspomagania swoich dron i że Kijów powiedział to po raz kolejny głośno. Potem został wydany lakoniczny komunikat z Kijowa, ze „pracujemy z naszymi partnerami z USA nad tym” a później spadła prawdziwa bomba: niemal z dnia na dzień Elon wyłączył wszystkie Starlinki, za wyjątkiem tych, które znalazły się na białej liście.
Początkowo dotknęło to także część ukraińskich oddziałów frontowych, ale kwestia była natury organizacyjno-logistycznej i jak rozumiem szybko i sprawnie większość przypadków załagodzono.
Ale to był dopiero początek przygody.
6. Tu pozwolę sobie na złośliwą i - zapewne krzywdzącą - dygresję. Znając publiczne zachowania Elona jakoś trudno przypuszczać, że zrobił to aby nie wspierać rosyjskiej, napastniczej wojny. Ale wiedząc, też, że to merkantylny typ, który w dodatku ma ostatnio spore kłopoty, nie mogę pozbyć się wrażenia, że ktoś tu kogoś przekupił.
Może to właśnie jest oznaka pozytywnej zmiany kadrowej: młody, rzutki minister Obrony Narodowej, który zastąpił starego politycznego wyjadacza, mógł rzeczywiście dokonać istnej wolty umysłowej i wyjść ze słusznego założenia, że stanowisko polityczne jest nie tylko po to, aby biernie czekać na łapówki - ale też daje możliwość, aby te łapówki dawać.
Tak czy owak - wyszło świetnie, wypada pogratulować.
7. A co w tym wyszło świetnego? Ano okazało się, że Starlink stał się, jakoś tak płynnie i bez rozgłosu, kośćcem rosyjskiego systemu frontowej łączności. Dzięki temu mogli koordynować działania rozproszonych jednostek, reagować i działać niby pojedynczymi patrolami a jednak skupionymi na wspólnym celu.
Bez tego doszło do katastrofy, o której za chwilę opowiemy - a próby wygrzebania się z niej zostały powstrzymane przez dwa brutalne ciosy: jeden zadali ukraińscy wojskowi a drugi - rosyjski rząd.
8. Co zrobili wojskowi? Ano Rosjanie wpadli na pomysł, że właściwie skoro Starlinka w Ukrainie trzeba rejestrować, to można pójść dwutorowo: po pierwsze zmuszać rodziny ukraińskich jeńców, aby zrobiły to na swoje dane a po drugie zapłacić słupom - skoro są ludzie wystarczająco głupi, aby za pieniądze zanieść na posterunek paczkę od nieznajomego (i wylecieć przy tym w powietrze) to będą wystarczająco głupi, aby rejestrować Rosjanom Starlinki.
Ukraińskie służby wykazały się pragmatycznym cynizmem w ocenie zachowań ludzkich i postanowiły przyłączyć się do imprezy, wystawiając swoje własne „słupy” i zbierając od Rosjan dane, potrzebne do rejestracji.
W ciągu stosunkowo krótkiego czasu operację podsumowano publicznie, informując świat, że od Rosjan udało się pozyskać niemal dwa i pół tysiąca lokalizacji i numerów seryjnych „rosyjskich” Starlinków, ustalono 31 osób, które deklarowały chęć bycia pośrednikami i pomocnikami Rosjan a do tego wyłudzono od Rosjan 5870 dolarów, które poszły na potrzeby sił zbrojnych ZSU.
Pozycje zostały przekazane armii, celem zmasakrowania, personalia zdrajców - służbom, celem postawienia zarzutów, numery seryjne przekazano ludziom Muska celem permanentnego unieczynnienia urządzeń - a światu przekazano informację o operacji, aby zniechęcić przyszłych amatorów głupiego zarobku i przestrzec przed skutkami kolaboracji.
9. Ukraińskie służby surowo przestrzegają bowiem przed rejestrowaniem na siebie Starlinków, tłumacząc, że grożą za to bardzo surowe kary. Jednocześnie zapewniają, że jeśli ktoś jest już przez Rosjan szantażowany, to powinien jak najszybciej zgłosić do z tym do SBU, które już coś na tę okazję wymyśli.
10. Tak na marginesie warto przypomnieć, że uleganie szantażowi jedynie pogarsza Waszą sytuację - bo na początku jest jedna sprawa, która może przynieść Wam kłopot. Gdy ktoś zmusi Was do zrobienia czegoś, to nie dość, że zapewne będzie to druga rzecz, którą będzie mógł wykorzystać do szantażu to jeszcze ta pierwsza nie zniknie. To nie „Monopoly” i karta „wychodzisz z więzienia”, to spirala, w którą nie można dać się wpuścić. Wszystko, co wydarzy się później będzie sto razy gorsze od tego, co grozi wam teraz. Do tego wrogie służby mogą wrócić do sprawy nawet za 20, 30 lat, w chwili gdy zupełnie nie będziecie na to gotowi i zniszczyć wam resztę życia. Lepiej pójść na współpracę z własnymi służbami bezpieczeństwa od razu.
11. Ale wspominałem o dwóch ciosach, jakie trzymała rosyjska armia - o tym, od ukraińskiego wywiadu, już opowiedziałem - a pozostał ten od własnego rządu. No więc niedługo po zablokowaniu Starlinków rosyjski cenzor państwowy - Roskomnadzor - poinformował, że zaczyna „dławić” komunikator Telegram a kilka dni później zablokował dostęp obywatelom do YouTube i WhatsAppa. Podobno zablokowali też Facebooka i Instagram.
Oczywiście blokada nie dotyczy farm botów i innych bytów, realizujących operacje przeciwko nam, to uderza tylko w obywateli - w tym w „milblogerów” krytykujących ostatnio rząd i żołnierzy. Zwłaszcza tych ostatnich, którzy używali go zarówno do porozumiewania się między sobą jak i do kontaktów z wolontariuszami na tyłach.
12. Pośrednią ofiarą odcięcia Telegrama okazali się internetowi plotkarze, którym nagle wyschło łatwe i przyjemne źródełko informacji. Pozostały tylko doniesienia pośrednie - dostępne zdjęcia satelitarne, mapy pożarów i tym podobne.
Na pewno nie jest to przyjemne, zwłaszcza gdy już przywykło się do ciągłego strumienia doniesień, ale wojna nie jest po to, aby nam tutaj było przyjemnie i ciekawie. Żyliśmy na oparach informacji przez tyle lat - to i spokojnie poczekamy teraz.
13. Na chwilę obecną wszystko wskazuje na to, że sytuację postanowili wykorzystać Ukraińcy i praktycznie z momentem odłączenia Starlinków rozpoczęli aktywne działania na różnych odcinkach frontu. Pewne wstępne ruchy można było - jak twierdzą niektórzy - obserwować ciut wcześniej, a potem po prostu ruszono z kopyta. Choć to „z kopyta” może wprowadzać w błąd.
14. Więc się dzieje? Ano, nie do końca wiemy i to jest nawet zabawne - bo ukraińscy blogerzy i komentatorzy prześcigają się w zapewnieniach, że to nic wielkiego, że to tylko korekty i lokalne odbijanie ziemi niczyjej. Stąd też grafika, która MOŻE pokazywać żółtym kolorem ukraińskie zyski z ostatniego tygodnia a którą sam ozdobiłem dużym znakiem zapytania. I stąd brak innych map.
Fakt jest taki, że o „wielkiej kontrofensywie” piszą wyłącznie Rosjanie i panikują przy tym nieco - ale też wielu komentatorów zwraca uwagę, że mniejszy wstyd przyznać się do utraty pozycji, jeśli przeciwnika było „miliony” a pozycję utracono na skutek „wielkiej ofensywy”.
W każdym razie obecny schemat jest taki, że Rosjanie wyolbrzymiają ukraińskie działania (co potem nie przeszkodzi im wyśmiewać „kolejną nieudaną ofensywę”) a Ukraińcy - tonują nastroje i umniejszają swoje operacje.
15. Nie do końca wyglądało to jednak na samym początku - w pierwszych dniach pojawiły się pojedyncze wypowiedzi, które pachniały nieco fanfaronadą i urzędowym napychaniem optymizmu po stronie ukraińskiej. Potem albo znikły albo komentujący zamilkli a jedna wypowiedź dziennikarza została podobno nawet wycofana (nie widziałem jej, widziałem tylko wzmiankę o takim zdarzeniu).
16. Pokuszę się o rekonstrukcję wydarzeń i byłoby mi miło, gdyby to się sprawdziło: prawdopodobnie ZSU wiedziały, że zakłócenie łączności sprawi Rosjanom problemy i postanowiło troszkę poratować swoją sytuację taktyczną. Stąd twarde zapowiedzi i nieco PR-owej gadki na start. Potem okazało się, że Rosjanie są w ciężkiej rozsypce, że wydrenowali na niektórych odcinkach swoje siły, że dużo miejscowości „wzięto na kredyt” i chyba Ukraińcom udało się przejąć do tej chwili znaczący kawałek „szarej strefy”.
Od tego momentu utrzymanie dyskrecji stało się kluczowe, bo wobec powszechnego łgania w raportach rosyjskiej armii, wobec zerwania kanałów komunikacji, wobec oderwania wyższego dowództwa od realiów (blokowanie Telegramu po uwaleniu Starlinków) ostatnim, czego Kijów by chciał to zwracać uwagę Kremla na sytuację na froncie dzięki medialnej wrzawie i hurraoptymizmowi. Dopóki Moskwa nie rozumie i nie wierzy w jakiekolwiek problemy, dopóty ZSU mogą odzyskiwać kolejne pozycje.
Co nie zawsze jest łatwe - z nielicznych doniesień mam wrażenie, że Ukraińcom nie poszedł zupełnie jakiś atak kolumną zmechanizowaną pod Pokrowskiem, na początku tych działań. Ale to może wyjdzie później.
17. Sam przestrzegam przed hurraoptymizmem. To nie znaczy, że jutro rosyjski front runie, nie sądzę abyśmy doczekali się do czegoś zbliżonego do operacji charkowskiej (chciałbym, ale nie ma na to dowodów ani przesłanek) - ale też jakieś konkretne sukcesy są, choć rozpaskudzeni takimi wspomnieniami jak przywołane, możemy sarkać na „jedynie” odbudowę niektórych linii obrony.
Z drugiej strony w ciągu ostatnich godzin pojawia się twierdzenie, ze „UA odzyskała ostatnio więcej terenu na Zaporożu, niż w czasie całej, nieudanej ofensywy z 2023”. Może miło się zdziwimy?
18. Jak wspomniałem - opisane działania to głównie Zaporoże (podobno) - ale na innych odcinkach frontu też nie wiadomo zbyt wiele. Perpetua rysował ostatnio rosyjskie postępy tam i ówdzie, ale z tym też zaczyna być problem - co prawda Andrew często oznacza rosyjskie filmy jako „zabawy z flagami” i bardziej skupia się na tym, kogo i gdzie atakowano, co daje jakieś pojęcie o tym, jak przebiega linia frontu, ale podobno w ostatnim czasie Rosjanie do absurdu skupili się na wysyłaniu tu i tam patroli, które - choćby kosztem życia większości członków pododdziału - mają zawiesić gdzieś rosyjską flagę, dla propagandy własnej i cudzej.
19. Tutaj nawiążę do jednej, ważnej kwestii - ostatnio sporo kontrowersji wzbudzają doniesienia, że pod koniec zeszłego roku, w czasie ćwiczeń w północnej Estonii „ukraińskie drony rozbiły całkowicie dwa bataliony NATO”.
Na podstawie takiej, skrótowej informacji utworzyły się już dwa stronnictwa, które obrzucają się wszystkim, z wielkim entuzjazmem choć bez większego sensu. Przy okazji „przeciwnicy dronozy” rozpędzili się już do oskarżeń o „fejki” i „ukraińską propagandę sukcesu”, choć wypuszczenie filmów, pokazujących ataki dronów na blisko jadące pojazdy powinien ich troszkę ostudzić.
Fakty są takie, że rzeczywiście - po jednej stronie lasami przedzierały się, bardzo szybko, dwa bataliony zmechanizowane - a z drugiej strony działała 100 Estończyków z ichniego WOT plus zorganizowana jednostka droniarzy (10 osób) z „Azowa”. Żołnierze wspomagali się ukraińskimi systemami łączności i planowania. Atakujący mieli jechać dość szybko i nonszalancko (zwraca się uwagę na otwarte włazy) - droniarze eliminowali i zatrzymywali pojedyncze pojazdy a piechota atakowała wtedy z zasadzki. Klasyczna taktyka obrony lekkiej piechoty. Zadanie napastnikom utrudniały „wysadzone” (umownie) mosty i inne utrudnienia.
Zgodnie z relacjami obrońcy mieli wyeliminować tak 17 transporterów opancerzonych i czołgów i „30 innych celów”. I uwaga, bo to jest nieintuicyjne - o ile według wojskowych planistów poniesione straty prawdopodobnie oznaczały by potrzebę wycofania batalionu na uzupełnienie strat i oznaczenia „czasowo niezdatny do działań ofensywnych” to wcale nie oznacza to, tego, co intuicyjnie rozumiemy pod pojęcie „wyeliminowanie dwóch batalionów”, bo założę się, że 90% czytających widzi pobojowisko po horyzont i rzekę sprzętu, niczym po rzezi Rosjan pod Kijowem.
Więc co pokazały nam te ćwiczenia? Ano pokazały, że praktycy wojny mają przewagę nad tymi, którzy do tej pory brali udział w ćwiczeniach. Że łączność i świadomość sytuacyjna jest kluczowa. I że my tutaj nie do końca załapaliśmy, jak bardzo zmienił się sposób walki i że koniecznie musimy się tego uczyć, żeby nie dać sobie zrobić takiej krzywdy w razie czego. Zwłaszcza, że system został opracowany, aby neutralizować przewagi „naszego” stylu prowadzenia wojny.
Być może właśnie dlatego niemiecki rząd podpisał właśnie z Ukrainą porozumienie, wg. którego ukraińscy szkoleniowcy mają uczyć niemieckich żołnierzy…
Wiadomości ogólne
20. Dziś w nocy (tzn. z 14 na 15 lutego) podczas próby przekroczenia granicy zatrzymano byłego ministra energetyki Ukrainy, Hermana Hałuszczenkę. To dowód na to, że opisana jakiś czas temu sprawa korupcyjna, którą ujawniło NABU, nie została zablokowana - skoro niektórzy usiłują cicho oddalić się z kraju, a służby mają ich na oku…
21. Otwartym dla mnie pozostaje pytanie, dlaczego w Rosji ostatnio tak przyśpieszono z odcinaniem obywateli od świata. Możliwości jest wiele. Na przykład ogólnie nastrój w rosyjskich elitach jest niewesoły i mają wrażenie, że zapuścili się w pułapkę. Stąd te groźby i wezwania do użycia broni jądrowej przeciwko Ukrainie (tak, Dugin sugerował - inni mówili wprost). Chodzi im o uzyskanie „efektu grozy”, który wyrwałby ich z impasu.
Mogą bać się niepokojów społecznych, bo jednak poziom życia powoli ale nieustannie się obniża, w ślad za stanem gospodarki. A ciężka pogoda w ostatnich miesiącach to uwypukla.
Mogą bać się reakcji na konieczność sięgnięcia po ludzi z „prawdziwej Rosji” - bo rezerwuar „na głubince” zaczyna się wyczerpywać i Rosjanie ostatnio mają tracić więcej ludzi, niż szkolą (ale to jest kwestia ostatnich dwóch miesięcy - trzeba zobaczyć czy to nie chwilowa fluktuacja).
22. Jest też możliwość, o której coraz częściej mówią politycy na zachodzie, do których dotarło już, że Rosja nie może zwyciężyć NATO ale Rosja może NATO zaatakować. Licząc choćby na „deeskalację przez eskalację”, wstrząs na zachodzie, zamożnie konfliktu i ugranie swojego metodami dyplomatycznymi - jak do tej pory wszystko wskazuje im, że taka droga jest jak najbardziej realna, bo ten system działa.
Wtedy ograniczenie kontaktów społeczeństwa z zachodem miałoby sens - co prawda, oczywiście „satelity widzą wszystko” i „wywiady wiedzą wszystko” - ale nie można wykluczyć, że ktoś sfilmuje coś, czego bardzo filmować nie powinien i wrzuci to do sieci.
23. Osobiście nie podoba mi się też zainteresowanie, jakie Łukaszenko przejawia ćwiczeniami swojej armii. Ot, właśnie wpadł na zupełnie niezapowiedzianą kontrole i objechał dowódców i zaskoczył własnego ministra obrony. Po co Łukaszence „uzyskanie obiektywnego obrazu rzeczywistego stanu wojsk”?
24. Natomiast na pytanie „i ty rzeczywiście wierzysz w takie scenariusze?” muszę odpowiedzieć: „nie wiem”. Nie mam danych na 100% je potwierdzających - ale też nie mam takich, które pozwoliłyby wykluczyć taką możliwość. A Conan Doyle zawsze wkładał w usta swojego bohatera, że nawet jeśli coś wydaje nam się absurdalne, ale nie mamy dowodów, ze to nieprawda, to nie należy obrażać się na rzeczywistość.
W przypadku bezpieczeństwa wolę przeprosić i czuć się głupio, niż coś przeoczyć lub zlekceważyć.
25. Chciałbym bardzo podziękować Wam za wsparcie zrzutki dla „naszych” batalionów. Udało się zebrać zaplanowane (czy też „wymarzone”) fundusze. Na front pojechały ładowarki ekoflow, pojechały generatory i elektryczne łopaty.
Dostałem też sygnał, że jeśli ktoś nie zdążył się załapać, to zrzutka jeszcze przez chwilę jest aktywna - potem zostanie uruchomiona kolejna - a jeśli coś wpłynie na aktualną [pol], to zostaną za to kupione generatory lub narzędzia, wedle potrzeb zgłoszonych z frontu.
Zachęcam zatem do wpłat.


